poniedziałek, 11 lutego 2013

Grammy

   Och, FESZYNEBYL świeci wpisowymi pustkami - i to po tak krótkim czasie swojej blogowej kariery! Tendencję tę pragniemy jak najszybciej zmienić, w związku z czym dziś krótki post iwentowy. Za nami rozdanie Grammy, to i przemilczeć takiego wydarzenia (oczywiście z modowego punktu widzenia) po prostu nie potrafimy.

   Nie przedłużając. Wielkie, światowe gale i uroczystości to przede wszystkim doskonała okazja do „zaprezentowania się” - prawda stara jak rozdanie pierwszych nagród Grammy w 1959 roku. Z jakim efektem odbyło się to tym razem? Dziś w FESZYNEBYL, kuszeni szumem, jaki temat ten wywołał wśród internautów, prezentujemy wyjątkowo obszerny materiał komentatorski, co by wynagrodzić Wam ostatnie dni upartego milczenia.

MODOWE MASAKRY GALI GRAMMY (SPOJRZENIE SUBIEKTYWNE) 


1. Beyonce. Wdzianko poprawnie podkreślające kobiecą figurę wokalistki, jednak zupełnie nieadekwatne do okazji. Niekorzystnie, nawet na tle pozostałych, śpiewających ofiar mody.


2. Alicia Keys. Suknia - skrzyżowanie abażura z taśmą izolacyjną. Zabawa modą jest fajna, ale tym razem to chyba jednak moda zabawiła się z Alicią.
Są granice smaku, pamiętajmy, że czasami nie warto je przekraczać.


3. Florence. O Mamusiu, jakie dziwne ubraniowe upodobania artystki... Odważnie, z pazurem, niestety także trochę groteskowo.


4. Jennifer Lopez. Do zarzucenia przede wszystkim zbyt duże wycięcie sukni (przywodzące na myśl głośną kreację Angeliny Jolie z gali Oscarów? - moje pierwsze skojarzenie) oraz ukazujące bardzo nieapetyczne udo. No i ta fryzura, jakiej nie powstydziłabym się... chyba tylko podczas robienia wiosennych, koniecznie samotnych, porządków.


5. Adele. Nie mam jej naprawdę nic do zarzucenia. Pani wygląda naprawdę bardzo elegancko. Trochę jak własna ciotka, ale tak właściwie kogo to obchodzi?


6. Kimbra. Zabawnie, delikatnie, kokieteryjnie - w sukience wyglądającej, jak podwędzona ze sklepu z przebraniami karnawałowymi. Razu pewnego na bal maskowy w przedszkolu ubrałam podobną „kreację”.


7. Solange. W porównaniu do bardziej znanej siostry - doprawdy zjawiskowo. Ale przecież nie o porównania tu chodzi. Kiecka właściwie niczego sobie, dopiero w zestawieniu z butami zaczyna razić. Być może w kwestii mody jestem zbyt upartą tradycjonalistką, ale takie zestawienie gryzie się ewidentnie.


8. Carly Rae Jepsen. W pierwszym momencie (głównie za sprawą figury) skojarzenie z syreną. Słowem: Arielka odziana w worek na śmieci od Roberto Cavalliego. Czyżby happening?


   Zawsze się zastanawiałam jak wyglądałabym, ubierałabym się mając na koncie tyle pieniędzy, ile mają te wszystkie gwiazdy światowego formatu i korzystając z usług szeregu stylistów, wizażystów oraz innych specjalistów. Tym bardziej, i to niezmiennie od lat, dziwi mnie gdy, obserwując efekty ich pracy na sławach ze świata filmu i muzyki, pierwszą moją myślą jest: „Co to, do cholery, ma być?”. Być może przesadzam, może nie powinnam komentować, skoro sama wyrocznią stylu nie jestem. Ale czy owe sławy naprawdę nie mają w domu lustra, lub chociażby odrobiny dystansu, samokrytyki?
   Wniosek nasuwa się jeden: mając pieniądze można kupić wiele - ubrań. Gustu, niestety, nie można tym sposobem nabyć nigdy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz