sobota, 4 maja 2013

Jennie Runk jako antidotum na kompleksy kobiet na całym świecie?

   Obok ostatniego posta zamieszczonego na naszym blogu widnieje data czwartego kwietnia. Horror. Czy to w ogóle możliwe, żebyśmy z następnym czekali aż miesiąc? Niestety - chyba tak. Bardzo przepraszamy, wstyd nam naprawdę, niemniej trzeba powiedzieć, że kwiecień był dla nas wyjątkowo pracowitym miesiącem, na pisanie więc nie tyle nie było chęci, co po prostu czasu.

   Od kilku dni w sieci głośno na temat letniej kolekcji szwedzkiej firmy odzieżowej H&M - i głowę dam sobie uciąć, że Wy także co nieco już na ten temat słyszeliście. Dla niewtajemniczonych jednak wyjaśnię na czym rzecz polega. Otóż do reklamowania rzeczonej kolekcji zatrudniono Jennie Runk - pulchną, amerykańską modelkę, która przy wzroście 177 cm nosi rozmiar 44 (przypomnę tylko, że rozmiar preferowany u modelek to na ogół 34). No i cóż na temat pani Runk mogę powiedzieć? Wstrząsnęła modowym światem, to pewne. Przełom, nowy trend w świecie mody, zmiana standardów piękna - mniej więcej wszystko to można przeczytać na temat działań marki H&M i samej modelki. Pięknie, naprawdę. Pytanie tylko, czy słowa te nie są przypadkiem trochę przesadzone...



H&M i Jennie Runk zmienią świat mody i odsyłają wychudzone modelki na emeryturę - takie zdanie przeczytałam dziś na jednej ze stron internetowych. W tym samym artykule napisano jeszcze co nieo na temat końca ery anorektycznego ideału piękna i tym, że osobą wspomnianej modelki żyje od kilu dni cały świat. Hm, to chyba beze mnie. Bo, jeżeli mam się ustosunkować do tego szału, to muszę przyznać, że jestem na nie - po pierwsze dlatego, że wprost nie zno
szę wyolbrzymiania (a jak inaczej można nazwać robienie z ciągle mało znanej modelki potencjalnej ikony świata mody?). Po drugie - mówienie o czymś w samych superlatywach zazwyczaj daje efekt zupełnie odwrotny i wcale nie ukrywam, że przed tym mechanizmem nie zamierzam się bronić. Im więcej pochwał na temat tej modelki (a przy okazji zmieniających się kanonów piękna i innych, tym podobnych, bzdur) słyszę, tym mniej dobrego mam na ten temat do powiedzenia. I w końcu powód trzeci: chociaż uważam Jennie Runk za ładną kobietę, to, przynajmniej patrząc na zdjęcia reklamowe, nie widzę w niej nic apetycznego - a przecież czy nie o to zawsze chodzi?



   Powiem tak, bo czuję, że znów niepotrzebnie się rozpisuję: moim zdaniem model, modelka to zawód jak każdy inny. Osoba taka ma reklamować ubrania, a nie siebie samą - stąd moje uszczypliwe podejście do tego sztucznego szumu. W każdym zawodzie pożądane są określone predyspozycje. W przypadku modelki jest to po prostu szczupłe ciało. I, jakkolwiek na widok chodzących wieszaków czuję obrzydzenie, to właśnie szczupła figura modelki na plakatach zachęca mnie bardziej do kupna czegokolwiek. No przepraszam, tak po prostu jest i dzieje się w dużej mierze niezależnie od otwartości na wszelakie nowości.

   A Wy? Co sądzicie, tak niezależnie od zamieszania wokół kampanii H&M, na temat otyłych modelek? Myślicie, że trend ten ma przed sobą dłuższą przyszłość i wygryzie z wybiegów kobiety-szkielety?

czwartek, 4 kwietnia 2013

Tysięcy kobiet sen o koronie

   Cudze chwalicie, swego nie znacie - głosi stare porzekadło. Prawda to, szczególnie w odniesieniu do naszego stosunku względem innych krajów. W dodatku tak sobie myślę, że powiedzenie to można by nieco rozszerzyć. Wiecie dlaczego? Ponieważ my naprawdę kochamy wszystko i wszystkich. Warunek jest jednak jeden: musi być zachodnie.

   Tendencję tę postaram się dziś przełamać. W jaki sposób? Narzekaniem, naturalnie. Ostatni wpis na FESZYNEBYL opierał się na mojej dzikiej krytyce największego polskiego guru modowego w osobie Kasi Tusk. Dziś na tapetę biorę jej angielski... hm, odpowiednik.

   Powiem Wam czym mam problem. Chodzi o to, że zupełnie nie potrafię się ustosunkować do, trwającego nieprzerwanie od dłuższego czasu, szumu wokół księżnej Katarzyny.
   Wizerunek „Kate” (jak w dalszym ciągu bardzo lubią nazywać ją media - choć koniec końców uważam, że pisanie w ten sposób o członkini rodziny królewskiej, nawet jeśli rodzina ta niewiele mnie obchodzi, jest więcej niż trochę trochę niestosowne) oparto na postaci Kopciuszka - skromniutkiego, niewinnego dziewczęcia. Dopiero ślub spowodował tu przełom. Z dnia na dzień dziewczyna z sąsiedztwa stała się ikoną stylu, wzorem do naśladowania dla tysięcy Angielek. W sieci aż zahuczało od dzikiej podniety na temat niebanalnego gustu księżnej, przełamującej narzuconą klasykę kobiecą nowoczesnością (czy coś w tym stylu). Ona sama szybko stała się modowym głosem pokolenia

     I tu zaczyna się mój problem. Bo chociaż Katarzyna to rzeczywiście bardzo ładna kobieta (choć z zachwytami na temat jej urody również bym nie przesadzała), to w jej sposobie ubierania się nie widzę nic nadzwyczajnego. Owszem, w wielu kreacjach wygląda doprawdy rewelacyjnie, ale tak szczerze - która z nas nie wyglądałaby jak księżniczka w strojach za kilka, jeśli nie kilkanaście tysięcy?  


twylah.com

handbag.com

   Dodatkowo zadajmy sobie pytanie: dlaczego nie ogłoszono Panny Middleton ikoną zanim stanęła na ślubnym kobiercu? Przecież wtedy równie często pojawiała się w telewizji czy na łamach gazet. Była widywana znacznie częściej w rozmaitych sytuacjach, nie tylko tych oficjalnych, to i była okazja poznać jej styl z każdej strony. Pytania to z mojej strony  naturalnie retoryczne, bo odpowiedź oczywiście mam już gotową. Katarzyna jest ikoną dopiero teraz, bo dopiero teraz może sobie na to pozwolić. Dopiero teraz ma pod sobą szereg stylistów pilnujących, by nie popełniła żadnego ubraniowego grzechu. Dopiero teraz musiała też zamienić swoje wygodne, żółte szorty na zwiewną sukieneczkę, jak to dworska etykieta bezlitośnie nakazuje.
   Do 29 kwietnia 2011 roku Katarzyna była zwykłą Kaśką. Tak samo jak innym kobietom, jej też zdarzały się drobne lub większe wpadki. Czasami ubierała się wprost komicznie. Poniżej dokumentacja fotograficzna dla niedowiarków - na pewno zgadniecie, które zdjęcia zostały zrobione zwykłej Kaśce, a które księżnej Katarzynie...

glossandglam.com

   Wniosek z dzisiejszego wywodu jest moim zdaniem prosty: jeśli ikoną stylu jesteś w takim stopniu, w jakim cię wystylizują, ikoną stylu NIE JESTEŚ. No nie ma przebacz, kochana.

   Rozgłos, jakim może pochwalić się księżna, wznieca dodatkowo oczekiwanie na Royal Baby. Księżna sprawdziła się już w roli kochającej, cierpliwej żonki, a reszcie rodziny królewskiej zafundowała PR, jakiego pewnie nawet oni sami się nie spodziewali. Miejmy nadzieję, że i w roli matki poradzi sobie tak znakomicie.

wtorek, 2 kwietnia 2013

La Dolce Vita, złotko!

   Jestem wrednym, nieczułym, pozbawionym zasad i umiaru, zrzędliwym, bezczelnym, pretensjonalnym oraz zawistnym stworzeniem. Przypadkiem beznadziejnym - przyznaję to bez większego wstydu i raczej nieskalana udawaną skromnością. A piszę wyjątkowo w liczbie pojedynczej, bo wpis dzisiejszy będzie z gatunku tych bardzo subiektywnych, zawierających masę osobistych wywodów oraz dodanych bez porozumienia z resztą FESZYNEBYL.


   Przejdę od razu do rzeczy, bo nie mam nastroju na zawiłe wstępy i zabawę w poprawność etyczną, estetyczną, polityczną, językową, czy jaką tam jeszcze powinnam zachować. Kasia Tusk – mówi Wam to coś? Ha, mówi na pewno! Kochacie Kasię Tusk? Czasami mam wrażenie, że wszyscy kochają Kasię Tusk. Że wystarczy kochać Kasię Tusk, aby spłynęła na nas przedziwna łaska uświęcająca tego największego (?!) modowego guru Polski.

   Niestety. Osobiście nie kocham Kasi Tusk i z brakiem tej miłości również kryć się nie zamierzam. Nie spędzam godzin na makelifeeasier, a jeśli miałabym być zupełnie szczera, rzeczony blog odwiedzam bardzo, bardzo sporadycznie.

Make Life Easier

   Dlaczego nie darzę Pani ze zdjęcia powyżej szczególną sympatią, mimo że dziewczę to być może miłe i urocze - już wyjaśniam. Wielokrotnie słyszałam na jej temat same ochy i achy. Że zaradna, że studiuje, że pracowita. A przecież jako córka premiera mogłaby nie robić nic, tylko odcinać kupony od sławy swojego taty. Bardzo ładnie, naprawdę. Pozwolę sobie jednak zadać pytanie: co ona właściwie takiego robi? Przecież tysiące młodych Polaków studiuje i pracuje (ba!, zaharowuje się zarabiając na skromną stancję, jedzenie i podręczniki tylko) jednocześnie, a obywa się bez szału, nikt im owacji na stojąco nie funduje. Ach tak, byłabym zapomniała, prowadzi bloga. Lekko o modzie, gotowaniu i zakupach - czy jakoś tak... Na blogu zachwala kreatywny styl życia, nowe kolekcje najpopularniejszych marek, paraduje po mieście z kawą na wynos w jednej ręce i książką (zapewne dlatego, że skoro jest bardzo mądra, to i czytać musi dużo) w drugiej. 

   No ludzie, wybaczcie. Ja wiem doskonale, że najłatwiej jest krytykować, a robiąc to z pozycji anonimowej blogerki przychodzi mi to pewnie jeszcze łatwiej, ale w drugą stronę też nie przeginajmy. Życie to nie bajka - nie Plotkara ani Seks w wielkim mieście. Wtedy jedynym naszym zmartwieniem byłoby zapewne zwinięcie nam sprzed nosa pary ukochanych bucików od Manolo Blahnika. Nie można całe życie być idealnym, mieć perfekcyjnie wymodelowanej fryzury i roztaczać dookoła siebie kuszących woni perfum od Diora, czy innego Armaniego. Ideały też się nudzą (a i czasem nie ma nic przyjemniejszego niż leżenie do południa przed telewizorem, w dziurawym dresie i dumnym nieładzie na głowie - nawet, jeśli nie będzie z tego materiału na bloga). Nie lubię być zawsze wygłaskana i na pokaz. Więcej, niż nie lubię, nie potrafię tak.

Make Life Easier

   Wiem, wiem. Jest i druga strona medalu, zważywszy na którą Pani Kasi trzeba zwrócić honor. Mianowicie: prawdą jest, że dzieci dygnitarzy pod wieloma względami w życiu mają szalenie trudno. Jeśli chcą się realizować - zarzuca im się robienie kariery na sukcesie rodziców, jeśli nie mają takiego parcia na szkło - sugeruje im się brak ambicji. Interesuje nas życie dzieci słynnych osób, ale nie oszukujmy się, zazwyczaj kierują nami mało szlachetne pobudki. Lubimy ponarzekać, pokrytykować, pośmiać się. I z tego, między innymi, powodu, bardzo młodej Tuskównej współczuję. 

   Niemiłosiernie mnie za to denerwuje, i tu nie zamierzam być ani trochę pobłażliwa, śmieszność... Polaków. Większość społeczeństwa otwarcie krytykuje rząd Tuska, ale pochwalić córeczkę za znakomitą garderobę, to już nie ma problemu! Pokrzyczmy do kamer, że źle, nie ma pracy i na wyprawki szkolne dla pociech nie starczy, ale pochwalmy oryginalny sweterek kupiony w uroczym, paryskim butiku! Najmocniej przepraszam, serio, po prostu nie rozumiem tych wszystkich kontrastów. Nie rozumiem dlaczego jest tak, że jakaś tam, anonimowa kobieta, żadna piękność najpewniej, wstaje skoro świt do pracy, wraca późnym wieczorem, przynosi do domu wypłatę i ogląda stylizacje Pani Kasi, która swe piękne ciuszki kupiła „naprawdę za grosze” - równowartość miesięcznej pensji pani czytającej, na przykład. Wiadomo, jeśli na coś można sobie pozwolić, to dlaczego sobie tego odmawiać? Ludzie sukcesu nie mają powodów by cierpieć za życiową nieporadność szarego społeczeństwa, niesprawiedliwym jest jednak, że ze swojego iście bajkowego życia starają się zrobić gotowy produkt, wzorzec. Wkurza mnie, że w Polsce dzieje się ostatnio coraz gorzej, że nasze społeczeństwo jest zaniedbane, niedożywione, często bez podstawowej opieki zdrowotnej, a twórczynie makelifeeasier nie widzą żadnego problemu w fundowaniu nam codziennej dawki wolnego od stresów crème de la crème!

   Okropna jestem, wiem. Wiem i przepraszam, jednak nie lubię masowego tworzenia rzeczywistości słodkiego życia - bo nie jest ono dostępne dla wszystkich. Dlatego więc myślę, że chociaż wspomniany tu już kilkakrotnie, blog Panny Tusk i koleżanek rzeczywiście bywa lekki, zabawny i ciekawy - warto traktować go z przymrużeniem oka, nie zaś jako wyznacznik naszej, modowej i nie tylko, egzystencji.

poniedziałek, 18 marca 2013

Ideału w ideale wieczny niedostatek

   Witamy słonecznie po przeszło tygodniowej przerwie :)
   Słonecznie dlatego, że aura za oknem wybitnie nam nie sprzyja, więc chociaż w ten skromny sposób trzeba spróbować poprawić sobie humor, a przeszło tygodniowej, ponieważ wyjątkowo męczący to był tydzień. Taki maraton.

   Spokojnie, są jednak powyższego plusy – między innymi mieliśmy chwilę na obmyślenie blogowego rozkładu jazdy na następne kilka dni. I chociaż dzisiejszy post to takie odgrzewane kluchy, temat – rzeka i nie wiadomo, czy można jeszcze powiedzieć o nim coś względnie oryginalnego, spróbujemy.



   W zachodnich normach rzecz ujmując – kobieta powinna mieć mniej więcej 175cm wzrostu (z czego 140 winny stanowić – koniecznie szczuplutkie - nogi, a 20 - szyja). Waga oczywiście niech nie przekracza 45 kilogramów, a wymiary niech mieszczą się w normach słynnego 90x60x90. Nie ma najmniejszego problemu. Teraz tylko, Proszę Państwa, przenieśmy te dane na rzeczywistą sylwetkę. Czy nie tworzy Wam się przed oczami dziwny, bo bardzo nierzeczywisty obraz? Czy nie przypomina się któraś ze scen głośnej produkcji Marsjanie atakują?







   Dlaczego więc standardowe sklepowe rozmiarówki mieszczą się w bardzo szerokim przedziale 34 – 46? Być może mamy szanse na pokazanie się z własnym (bardziej przystępnym i dostępnym) ideałem kobiecości zamieszkującym naszą planetę i Marsjanie nam potrzebni nie są ;)



   Mniejsza o kanon. Realia wskazują często na odmienne i dużo bardziej indywidualne podejście mężczyzn do wyglądu swoich wybranek. Nasze prywatne zdanie wskazuje jednoznacznie na to, iż można znaleźć w tych poglądach kompromis. Że można być szczupłym bez prezentowania wszystkich żeber, ścięgien i czego tam natura nie wymyśliła (ale też w drugą stronę: że kobiecość rozumiana poprzez pełne kształty, wcale nie oznaczają wylewającego się, naturalnie spod zbyt obcisłych spodni, tłuszczu.)

*      *      *

   Kobiecość tkwi przede wszystkim w głowie, pewnie nieraz to słyszeliście. Nie ma sensu katować się morderczymi dietami, jeśli matka natura obdarzyła nas krągłościami (bo i tak w XXS nie uda nam się wskoczyć), ani śnić o kształtach gwiazd kina lat 50., jeśli dana nam figura filigranowej rusałki. I w tym całe kobiet szczęście, bo przecież najwięcej piękna tkwi w różnorodności właśnie.

niedziela, 10 marca 2013

Silesia Fashion Look - part 2

   Silesia Fashion Look ciąg dalszy! Wczoraj rozpisywaliśmy się na temat imprezy z perspektywy czerwonego dywanu, fotoreporterów i drinków z palemką. Obiecaliśmy Wam także krótką relację z pokazów mody, w tym najbardziej chyba oczekiwanych (bo ogłoszonych na plakatach) projektów Gosi Baczyńskiej i Łukasza Jemioła. 
   Dziś więc to, co tygryski lubią najbardziej, czyli wielka moda dla małych feszynerów.


Silesia City Center (Facebook)

   Plan był prosty: wybrać się na imprezę, która w jakimś stopniu ukształtować miała trendy na tegoroczne wiosnę i lato. Szybko jednak okazało się, że cała impreza po prostu (przynajmniej porównując ją do rozgłosu, jaki zyskałą) leży. Prowadzący - Kinga Rusin i Olivier Janiak, mówiąc krótko i dosadnie - zgarnęli śliczną sumkę za pokazanie swoich jeszcze śliczniejszych buziek (i to im się ceni), natomiast co do reszty nie popisali się zupełnie. Wyjątkowo niesmaczny był widok Janiaka toczącego pianę z ust, gdy przypadkiem poruszył kwestię produkcji kurtek z prawdziwej skóry, i mylącego nazwy marek biorących udział w pokazie. Co prawda Pani Rusin próbowała jeszcze jakoś go naprostować, jednak efekt był doprawdy opłakany. Oboje pokazali poziom o wiele niższy, niż możemy to obserwować w programach telewizyjnych na co dzień.   
   Na wybiegu modelki chwiejnym krokiem wbijały wydarzeniu kolejne gwoździe do trumny, gdy na zbyt wysokich szpilkach potykały się o własne nogi. Ich wątłe ciała pozbawione biustonoszy prezentowały zabawną mieszankę kreacji - najpierw beznadziejnie nudnych, innym razem karykaturalnie przekombinowanych. Kreacji ogólnie bez większego szału - jednak o odpowiednio zawyżonej cenie i obowiązkowej, pożądanej ponad wszystko, metce.

www.mmsilesia.pl

   I żeby teraz nie było, że jesteśmy potworami bez serca, bandą profanatorów wobec największych świętości oraz nieczułymi na wyższe przeżycia duchowe ignorantami dodamy, że obecność na tej imprezie była dla nas całkiem dobrą zabawą. Ponadto przyznajemy, że nie taki diabeł straszny, jak go malują - wśród stosów bezkształtnych szmatek można było znaleźć wiele modowych perełek, a wspomniane modelki swoje plączące się nieustannie kończyny uroczo rekompensowały niezaprzeczalnie rozbrajającymi uśmiechami. 

sobota, 9 marca 2013

Silesia Fashion Look


   Za nami pierwszy dzień Silesia Fashion Look - imprezy organizowanej przez katowickie Silesia City Center. My naturalnie tam byliśmy, zobaczyliśmy i gotowi jesteśmy w najbliższym czasie podzielić się z Wami naszymi wrażeniami, słowem: zjechać wszystko z góry na dół.
   Dziś jednak pochylmy się trochę nad samym otwarciem wydarzenia - do samego końca owianego rąbkiem tajemnicy, bo mającym charakter spotkania zamkniętego. Wyjątkowo ciekawi byliśmy, jak zawsze przy okazji podobnych imprez, kreacji gwiazd i celebrytek goszczących na czerwonym dywanie. A że istoty z nas niesamowicie okrutne, pozwoliliśmy sobie i tym razem rozpisać się na ich, zawsze pocieszny i zawsze niezawodny, temat.

Katarzyna Cichopek
Sexy Mama ubrała się całkiem przyzwoicie. I nawet mogłaby spodobać się nam jej stylizacja, gdyby nie fakt bluzki w pasy. Aktorka być może chciała nią dodać sobie nieco wzrostu, jednak według nas wzór ten budzi skojarzenia dość... jednoznaczne.

Patrycja Kazadi
Czerwona szminka, skóra, odsłonięty brzuch, wyuzdana poza i mimika - tragiczne połączenie. Naszym zdaniem gwiazda wyglądała wyjątkowo ordynarnie.

Olga Jackowska
Kora miała chyba bardzo za złe swojej suczce Ramonie głośną sprawę z marihuaną, bo na imprezie pokazała się ubrana w... buty z pieska. Biedna Ramona.

Zofia Ślotała
Przyznajemy bez bicia, że musieliśmy wygoogle'ować nazwisko by dowiedzieć się kto to jest. I wiecie co? Dalej nie wiemy... Niezależnie jednak od tego, kim jest ta Pani, ubrała się w kieckę sprawiajacą wrażenie brudnej, lub przepoconej. Ornament (?) z róż nieodparcie kojarzy nam się natomiast ze słynnym kołnierzem noszonym niegdyś przez wieszcza Słowackiego [link].

Maciej Musiał
Polski Justin Bieber, tak? Wiecie co, to my z dwojga złego wolimy już chyba oryginał. Tamten przynajmniej nie pokazuje się na dywanie z przetłuszczonymi włosami i pełnym pampersem dumnie usadowionym w spodniach.

Paulina Ignasiak
Kicz, negliż, nerdy i miszmasz w każdym calu - Paulla w swoim najlepszym, bo i najbardziej rozpoznawalnym wydaniu.

Kinga Rusin                        Edyta Herbuś
Z klasą. Suknie trochę nawet zbyt szykowne jak na imprezę tej rangi, mimo to obie Panie zaskoczyły nas bardzo, bardzo pozytywnie. Gratulacje.

Wszystkie zamieszczone w poście zdjęcia pochodzą ze stony zeberka.pl

piątek, 8 marca 2013

Wiosno, napier*alaj

   Jak w tytule. Bo któż z nas nie tęskni za wiosną? Ja tęsknię bardzo. Nie mogę się doczekać pięknej, słonecznej pogody i zieleni dookoła, wszędzie. Wiosną chyba wszystko zyskuje w moich oczach.
   Swoją drogą czekam również na moment, gdy Panie (przede wszystkim Panie) na dobre zrzucą z siebie ciężkie, nudne zimowe płaszcze i pochwalą się swoją kreatywnością w kwestii ubioru - której to kreatywności przecież zima tak bardzo nie sprzyja. Patrząc na to, co już zaoferowały nam popularne marki, jest na co czekać.

   Dziś więc miks inspiracji: Pretty One, H&M, Orsay, Reserved.


Orsay



Pretty One


   Przyznam, że najbardziej odpowiada mi kolekcja H&M, miejscami zahaczająca o estetykę hippie. Oprócz tego wydaje się być najbardziej uniwersalna, nieprzekombinowana. To bardzo dobrze - tym bardziej, że trochę przeraża mnie krzykliwa kolorystyka bardzo popularna na wieszakach innych sklepów. Zastanawia mnie bardzo, na ile barwy te wpasują się w szafy naszych modnych Polek, a wiedząc, jakie zapędy szalone feszynerki miewają czasami, stwierdzam, że nie takie znów nieuzasadnione są moje obawy...

wtorek, 5 marca 2013

Orły 2013

    W Polsce niekończący się kryzys. Problemy społeczne, gospodarcze, polityczne, finansowe (łatwiej byłoby więc chyba wymieniać nam gdzie problemu jeszcze nie ma), ale czerwony dywan musi być. Musi być dużo gwiazd i z patosem. Trzeba obwieszczać wszem i wobec jak to wspaniale się w tym kraju żyje. Jakaś uroczysta gala od czasu do czasu, wystawny bankiecik, hordy fotoreporterów i wywiady do najpopularniejszych magazynów. La Dolce Vita, kochani.

   Tegoroczne Orły, zwane przez media „Polskimi Oscarami” rozdane. Zasada jest prosta: gdy nie doceniają nas już zupełnie nigdzie (Oscary, Cezary, Złote Palmy, Złote Globy, BAFTA, Złote Lwy - cokolwiek, naprawdę cokolwiek!), zróbmy sobie własny festiwal i doczepmy się z nim pod istniejącą już, wysoką rangą - imprezę zagraniczną (Polacy robią tak ostatnimi czasy dosłownie ze wszystkim i mam czasami wrażenie, że powoli staje się to naszą przywarą narodową. Cudze chwalicie, swojego... nie macie - bo i naprawdę już chyba tylko kopiować potrafimy).

   A czerwony dywan czerwonym dywanem, naszym rodzimym gwiazdom znów słoma z butów wychodzi. Nie możemy nie wykorzystać okazji do rozpropagowania tego cyrku również tutaj, na naszym blogu.


NIEPORÓWNYWALNE Z NICZYM INNYM KREACJE 
GWIAZD PODCZAS ORŁÓW 2013


Agata Kulesza
Pani pozazdrościła chyba kolegom ze Stanów sukcesu zeszłorocznej produkcji Niesamowity Spider-Man, bo najwyraźniej sama postanowiła się w niego przebrać. Zamiast obcisłego wdzianka wybrała jednak workowaty fason, któremu nieopatrznie nadano kilka znamion gotyku. Brawo!

Weronika Rosati
Pogryziona przez stado wygłodniałych buldogów! To by tłumaczyło mocno obszarpaną spódnicę i brak bluzki podczas spaceru po dywanie. Przed atakiem nie ochronił jej nawet krzyż egipski dumnie zawieszony na szyi aktorki.

Agnieszka Grochowska
Zmęczona i ubrana jak na przerzucanie ziemniaków. Aż przykro komentować, choć nagrody oczywiście serdecznie gratulujemy.


Roma Gąsiorowska
Dama polska w starym (bardzo starym) stylu okraszona gryzącym się z dywanem szalem. Widać nawet tak... dystyngowane damy chcą mieć prywatną namiastkę czerwonego chodnika.  

Kinga Preis
Z tą aktorką bywało naprawdę różnie. Czasami ubierała się ładnie i oryginalnie, innym razem dobierała sobie bardzo niekorzystne stylizacje. Tym razem prosto, bez zarzutów.

Paulina Drażba.
Skromne, miłe, pierzaste stworzonko. Nie wiemy kto to.

Katarzyna Burzyńska
Sukienka - pościel i kompletnie nieskomponowane z nią, zbyt ciemne rajstopy. Nieważne jak sympatycznie i zalotnie Pani Burzyńska by się nie uśmiechała, jej stylizacja wręcz drze się o pomstę do nieba.


Agnieszka Sienkiewicz
Miód na serce, balsam dla duszy, przyjemność dla oka. Pani Sienkiewicz jako jedna z nielicznych wygląda naprawdę elegancko i kobieco. Z klasą.

Ewa Wiśniewska
Niewiele mamy w polskim show-biznesie dojrzałych kobiet, które potrafią się ubrać ładnie i nienachalnie, dlatego też dla tej aktorki ogromny, ogromny plus.
Wygląda wspaniale.

Anna Dereszowska
Ubrana w długą suknię. Połączeniem kolorów przypominającą dres. Luźną jak dres. Aktorka mogła więc równie dobrze ubrać dres.

*     *     *

   Wiecie co? Jednak jest taka jedna ważna, zagraniczna nagroda, którą z chęcią przyznano by wielu polskim aktorom... Domyślacie się jaka? Złota Malina, a jakże. 
   Doprawdy szkoda, że nie ma Złotych Malin w dziedzinie mody... Naprawdę wiele by to ułatwiło. Na dziś chyba tyle. Do napisania, gdy najdzie nas kolejna fala natchnienia!

poniedziałek, 4 marca 2013

Soł hard, Bijacz!

   Skóry, lateks, pejcze, suki!

   Dziś chcielibyśmy się poużalać nad powszechną we wszystkich okolicznych sklepach modą na wyżej wymienione elementy ubioru - być może dlatego, że niewiele jest rzeczy bardziej wulgarnych i rzygoinspirujących (dla brzydszej połowy FESZYNEBYL owacje na stojąco za niebanalny słownik:)), niż ubieranie kobiet, czy często nawet dziewczynek, w obcisłe „skórzane” kurtki, legginsy i całą masę bardziej lub mniej, hm, zastanawiających fatałaszków.


   Bardzo często, czy to na rozmaitych blogach, czy podczas wywiadów ze znanymi projektantami, stylistami, lub innego rodzaju -istami, spotykam się ze stwierdzeniem, że ubiorem pokazuje się to, kim się jest. Idąc tym tropem, zastanawia nas, kim są lateksowe dziunie, z jednej strony paradujące w popularnych obecnie ramoneskach, czy raczej „ramoneskach” i z powbijanymi (lub założonymi w formie biżuterii) gdzie tylko się da, ćwiekami (kiedyś przecież symbolami niezależności i buntu - notabene również wobec konsumpcyjnego podejścia wobec siebie samych) - z drugiej wystawiających na pokaz ubrane w najbardziej skąpe ubrania, tyłki?
Właśnie. Dlatego w tym miejscu gorący apel do wszystkich feszynerek tego świata: miejcie, drogie Panie, jakieś perspektywy.



  Ubieramy matki i córki jak prostytutki, a potem dziwimy się, ze właśnie tak są postrzegane. Dziewczynkom z podstawówek, czy nawet w wieku gimnazjalnym, kupujemy, wspomniane już wcześniej, wszelkiej maści lateksowe stroje w rozmiarach XXXXS, później pełni oburzenia na wieści o ich bogatym życiu seksualnym.
   Stylowe, czy fajne to słowa całkowicie odbiegające od realiów które dostrzegamy na ulicach codziennie (i przecież nie ulicach uciech tutaj mowa, lecz o zwyczajnych deptakach i uliczkach). Smutne, że bycie tanią lalą zdaje się być celem wielu kobiet, dziewczyn i dziewczynek. Że pod przykrywką ubrań i dodatków nawiązujących do licznych subkultur wiążących ze sobą nieraz piękne poglądy i idee, często promuje się pusty seksapil. Że właśnie seksualność tam, gdzie jeszcze nie powinno jej w ogóle być, nie budzi już niczyjego zgorszenia, a troskliwe mamusie chwalą swoje ubrane tak, a nie inaczej, trzynastoletnie córeczki - „bo przecież jesteś piękną kobietą”.

   A wszystko ku uciecze rzeszy pedofilów żądnych łatwo dostępnej perwersji. Niestety.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Grammy

   Och, FESZYNEBYL świeci wpisowymi pustkami - i to po tak krótkim czasie swojej blogowej kariery! Tendencję tę pragniemy jak najszybciej zmienić, w związku z czym dziś krótki post iwentowy. Za nami rozdanie Grammy, to i przemilczeć takiego wydarzenia (oczywiście z modowego punktu widzenia) po prostu nie potrafimy.

   Nie przedłużając. Wielkie, światowe gale i uroczystości to przede wszystkim doskonała okazja do „zaprezentowania się” - prawda stara jak rozdanie pierwszych nagród Grammy w 1959 roku. Z jakim efektem odbyło się to tym razem? Dziś w FESZYNEBYL, kuszeni szumem, jaki temat ten wywołał wśród internautów, prezentujemy wyjątkowo obszerny materiał komentatorski, co by wynagrodzić Wam ostatnie dni upartego milczenia.

MODOWE MASAKRY GALI GRAMMY (SPOJRZENIE SUBIEKTYWNE) 


1. Beyonce. Wdzianko poprawnie podkreślające kobiecą figurę wokalistki, jednak zupełnie nieadekwatne do okazji. Niekorzystnie, nawet na tle pozostałych, śpiewających ofiar mody.


2. Alicia Keys. Suknia - skrzyżowanie abażura z taśmą izolacyjną. Zabawa modą jest fajna, ale tym razem to chyba jednak moda zabawiła się z Alicią.
Są granice smaku, pamiętajmy, że czasami nie warto je przekraczać.


3. Florence. O Mamusiu, jakie dziwne ubraniowe upodobania artystki... Odważnie, z pazurem, niestety także trochę groteskowo.


4. Jennifer Lopez. Do zarzucenia przede wszystkim zbyt duże wycięcie sukni (przywodzące na myśl głośną kreację Angeliny Jolie z gali Oscarów? - moje pierwsze skojarzenie) oraz ukazujące bardzo nieapetyczne udo. No i ta fryzura, jakiej nie powstydziłabym się... chyba tylko podczas robienia wiosennych, koniecznie samotnych, porządków.


5. Adele. Nie mam jej naprawdę nic do zarzucenia. Pani wygląda naprawdę bardzo elegancko. Trochę jak własna ciotka, ale tak właściwie kogo to obchodzi?


6. Kimbra. Zabawnie, delikatnie, kokieteryjnie - w sukience wyglądającej, jak podwędzona ze sklepu z przebraniami karnawałowymi. Razu pewnego na bal maskowy w przedszkolu ubrałam podobną „kreację”.


7. Solange. W porównaniu do bardziej znanej siostry - doprawdy zjawiskowo. Ale przecież nie o porównania tu chodzi. Kiecka właściwie niczego sobie, dopiero w zestawieniu z butami zaczyna razić. Być może w kwestii mody jestem zbyt upartą tradycjonalistką, ale takie zestawienie gryzie się ewidentnie.


8. Carly Rae Jepsen. W pierwszym momencie (głównie za sprawą figury) skojarzenie z syreną. Słowem: Arielka odziana w worek na śmieci od Roberto Cavalliego. Czyżby happening?


   Zawsze się zastanawiałam jak wyglądałabym, ubierałabym się mając na koncie tyle pieniędzy, ile mają te wszystkie gwiazdy światowego formatu i korzystając z usług szeregu stylistów, wizażystów oraz innych specjalistów. Tym bardziej, i to niezmiennie od lat, dziwi mnie gdy, obserwując efekty ich pracy na sławach ze świata filmu i muzyki, pierwszą moją myślą jest: „Co to, do cholery, ma być?”. Być może przesadzam, może nie powinnam komentować, skoro sama wyrocznią stylu nie jestem. Ale czy owe sławy naprawdę nie mają w domu lustra, lub chociażby odrobiny dystansu, samokrytyki?
   Wniosek nasuwa się jeden: mając pieniądze można kupić wiele - ubrań. Gustu, niestety, nie można tym sposobem nabyć nigdy.